|
artykuły
"Polemika z artykułem Kazika Staszewskiego na temat legalizacji narkotyków"
04.11.1994. Polemika z artykułem Kazika Staszewskiego na temat legalizacji narkotyków
Jak znam życie, wielu ludzi przyjmie tekst Kazika Staszewskiego z oburzeniem. Oto - powiedzą - jakiś zaćpany szarpidrut proponuje legalizację narkotyków, pewnie po to, by móc się nimi z podobnymi sobie koleżkami bezkarnie odurzać. Chcę więc od razu powiedzieć, że lider zespołu Kult ma pełne moralne prawo wypowiadać się w tej sprawie, ponieważ od lat - w piosenkach i publicznych wypowiedziach - konsekwentnie opowiada się za modelem życia wolnego od wszelkich używek.
Co oczywiście nie znaczy, że trzeba się z nim zgadzać. Mnie np. tekst Kazika przekonuje, dopóki jest "na nie"; wątpliwe natomiast wydają mi się jego propozycje pozytywne. Też od dawna próbowałem znaleźć jakiś racjonalny powód, dla którego np. marihuana jest zakazana, natomiast wódka - bardziej kryminogenna i łatwiej uzależniająca - nie jest. I nie znalazłem. Poza jednym - ale nie racjonalnym, lecz po prostu będącym efektem przyzwyczajenia. Alkohol i papierosy, przy całej swej szkodliwości, są od wieków usankcjonowanym kulturowo elementem naszej obyczajowości, pozostałe zaś narkotyki - nie. Nawet gdy nie stanowiły jeszcze zagrożenia społecznego, uważane były za dziwactwo, które przystoi ekscentrycznym artystom lub zdegenerowanym dandysom, ale nie - przyzwoitym ludziom.
Wszelkie analogie pomiędzy legalną wódką i zakazanymi narkotykami to kije o dwóch końcach. Owszem - próba wprowadzenia w USA prohibicji przyniosła fatalne skutki. Ale czy nie dlatego, że próbowano wówczas zabronić czegoś, co było wcześniej dozwolone i akceptowane? Toteż "zapotrzebowanie społeczne" na alkoholowe podziemie było niewspółmiernie większe niż w przypadku narkotyków, które w naszej strefie kulturowej nigdy progu legalności nie przekroczyły.
Kazik pisze, że alkohol powoduje w Polsce dużo większe spustoszenie społeczne niż pozostałe narkotyki. Ale czy nie dlatego właśnie, że jest o wiele łatwiej dostępny? A zarazem przecież - owa łatwa dostępność wcale nie zlikwidowała towarzyszącej alkoholowi kryminalnej otoczki. Bardzo rozległej - od poczciwych wiejskich bimbrowników po działających na wielką skalę przemytników i fałszerzy oraz po facetów, którzy w alkoholowym amoku wyruszają z siekierą po pieniądze na flaszkę. Dlaczego w przypadku heroiny, wyzwalającej głód jeszcze silniejszy od alkoholowego, miałoby być po ewentualnej legalizacji inaczej?
Podobnie jak Kazik nie wierzę, by zaostrzone restrykcje prawne radykalnie zmniejszyły zagrożenie narkomanią. Ale - mimo że również bardzo podobałby mi się świat z jak najmniejszą liczbą zakazów - w tym, co proponuje zamiast, widzę naiwną i niebezpieczną utopię.
A zamiast proponuje legalizację wszystkich narkotyków połączoną z monopolem państwowym w tej dziedzinie. Nie wiem, czy monopol ów ograniczałby się do dystrybucji czy obejmowałby także produkcję? Tak czy inaczej, stwarzałoby to potworną pokusę, by państwo gwoli zmniejszenia deficytu budżetowego pobudzało narkotykowy popyt, unicestwiający swoich obywateli.
Nawet gdyby przyjąć, że środki finansowe z handlu narkotykami rzeczywiście posłużyłyby na program antynarkotykowej profilaktyki, edukacji i terapii - powstałaby przedziwna, samonapędzająca się konstrukcja. W jej ramach im więcej wyprodukowalibyśmy narkomanów, tym więcej mielibyśmy pieniędzy na walkę z narkomanią. Ale przecież, znając praktykę konstruowania budżetu, można założyć, że byłoby jeszcze gorzej - pieniądze z państwowego handlu narkotykami przejmowałyby środowiska o największej w danej chwili sile przebicia - wojsko, zadłużone kopalnie itp. Bo z historii wiadomo, że utopijne konstrukcje mają to do siebie, że często zmieniając w nich jeden tylko element, obracamy je przeciw szlachetnym intencjom ich twórców.
Historia uczy mnie także, by ze sceptycyzmem patrzeć na skuteczność "wielkich akcji uświadamiających". W nadziejach, jakie wiąże z nimi Kazik, widzę echo rozmaitych dawnych złudzeń. Że w socjalizmie nie będzie prostytucji. Że alkoholizm można zlikwidować, produkując więcej soków owocowych i oranżady. Że przestępczość nieletnich to efekt braku świetlic dla młodzieży. Niestety, rzeczywistość za każdym razem okazywała się bardziej skomplikowana od tych nadziei.
Nikt na świecie nie poradził sobie z narkomanią. Ale też chyba nieprzypadkowo nikt nie zaryzykował eksperymentu, który proponuje Kazik. Obecny system walki z narkotykami jest nieskuteczny, zgoda. Ale ich legalizacja otworzyłaby, sądzę, puszkę Pandory: dziesiątki prawnych, społecznych i moralnych problemów, których dzisiaj nawet nie potrafimy sobie wyobrazić.
Kiedy mój dwunastoletni syn opowiada mi, że jego kolega został ukarany w domu, bo się za bardzo upił, mimo wszystko cieszę się, że w moim osiedlowym sklepie jeszcze nie sprzedają "amfy".
Piotr Bratkowski
Gazeta Wyborcza, 1 stycznia 2000
|