"Kazik na żywo"
Gdy Kazik Staszewski usłyszał w 1978 r. w radiu o Sex Pistols i punku, zatrzęsło nim. Tak zaczęła się jego muzyczna choroba. - Zacząłem słuchać radia, pierwszych płyt, a potem zacząłem śpiewać i grać - opowiada po latach.
Niewielu z pierwszych punków gra do dziś, a jeśli już, nie osiągają, oprócz Kazika, sukcesów. - Kazik zawsze był i nadal jest najlepszy z nas - opowiada Paweł "Kelner" Rozwadowski, niegdyś muzyk Forniru i Deutera.
Dziś Staszewski ma 37 lat i kilka wcieleń: jest wokalista hard-core'owego zespołu Kazik Na Żywo, "lżejszego" Kultu, zdarza mu się też utrzymywać w tonacji z rapowych prób. Nagrał też płytę z jassowym zespołem Mazzoll Arhythmic Perfection. "Wydaje się, że dla fanów Kazika nie ma specjalnej różnicy, w jakim wcieleniu Staszewski aktualnie występuje" pisał recenzent jego kolejnego wcielenia.
Trzy wcielenia Kazika: Kult, Kazik i Kazik Na Żywo. Kazik Staszewski: - To trzy strony mojej muzycznej duszy, trzy różne muzyczne "działki", których nie da się zagrać w jednym składzie... Potrzebuję trzech warsztatów pracy. Na szczęście, nie jestem zmuszony wybierać - mówił w jednym z wywiadów.
W każdym wcieleniu jest muzykiem radosnym. Widać, że śpiewając świetnie się bawi. - Muzyka to moje jedyne hobby i w niej realizują się wszystkie dążenia - mawia.
Szczęśliwie się złożyło, że może robić to, co jest jego pasją, a na dodatek da się z tego utrzymać rodzinę.
Złapał kanar dziś
Pierwszy koncert pierwszej - punkrockowej! - kapeli Kazika Staszewskiego odbył się w 1979 r. w Grodzisku Mazowieckim. "Muzycy" nie mieli wcześniej żadnych prób. Po prostu stanęli i zagrali. Było to żywiołowe, ale dość mierne.
- Darłem się bez ładu i składu, plułem na publiczność, publiczność ona na mnie i rzucaliśmy w siebie papierem toaletowym, którego nie było w sklepach - wspomina po latach. - Obciach był straszny, przyjęto nas chłodno. Dopiero miesiąc później zaczęliśmy lepiej śpiewać i grać...
Koniec lat 70. Szarość, nuda, Gierek i Związek Radziecki. W pierwszych tekstach Kazik Staszewski pisał o nudzie i buncie. "Znowu mnie w tramwaju kanar złapał dziś / a do tego zegarek też ukradli mi" ("Plama"). "W telewizji dzisiaj ruski film / A na dworze znowu pada deszcz / Żebym choć co robić miał / To bym się z tego deszczu śmiał / .... W domu nie ma siedzieć co / Ałła Pugaczowa śpiewa w radio" ("Gdzie ja mam iść").
- W 1980 roku Kazik wrócił z Londynu z nowinkami - opowiada Piotr Wieteska, kiedyś muzyka kapeli "Poland", dziś "menado" Kazika. - Miał wieści o czymś jeszcze nowszym niż punk. Są, mówi, ekstra chłopaki, ciężkie buty, golone głowy. Dopiero potem dowiedzieliśmy się, co to takiego ci skinheadzi. To były małpie czasy, wiele wtedy robiło się na czuja.
W 1981 r. zespół Poland się rozpadł. Staszewski poszedł na studia, założył też nową kapelę - Kult. Jej pierwszy koncert odbył się w lipcu 1982 r. Od początku pisał słowa, do których powstawała muzyka. Pierwszym utworem była "Krew Boga".
Totalna militaryzacja
To była już inna muzyka: nowa fala. Niemniej coś z punka też pozostało. W 1983 r. nagrali - dla kasy, nie ma co ukrywać - płytkę dla Tonpressu. Znalazł się na niej bardzo długi wstęp, w którym Kazik powtarza w kółko "ojojojoj". Utwór nosił tytuł "Piosenka młodych wioślarzy". Do "Piosenki" powstał teledysk, a zespół stał się znany szerokiej publiczności.
W 1984 r. nagrali singiel dla Tonpressu, m.in. piosenkę "Do Ani", która stała się wielkim przebojem. Dwa lata później nagrali dwie pierwsze płyty. Zaczęli też mieć problemy z cenzurą. Powstałą wówczas "Totalną militaryzację" zatrzymano. Piosenkę mogli wydać dopiero w 1990 r.
W 1988 r. Kazik postanowił zerwać z muzyką. - Wyjechałem do Anglii - opowiada. Uciekłem stamtąd po trzech miesiącach. Nie mogłem żyć bez grania.
Kult się reaktywował. Powstała płyta "Kaseta". Po płycie "Your Eyes" Kazik po raz kolejny zmienił oblicze. Postanowił spróbować sił w rapie i hip hopie. Za własne pieniądze wynajął studi i nagrał płytę "Spalam się". Sukces. Dzięki tej płycie stał się sławny. Wystąpił też w Sopocie, gdzie (1992 r.) zawołał "Wałęsa, dawaj moje sto milionów". Dzięki temu po raz pierwszy trafił na pierwsze strony gazet. - Na taką reklamę nigdy nie byłoby mnie stać - wyznał wtedy.
W 1993 r. ukazała się płyta "Tata Kazik". Sukces: sprzedano ją w 400 tys. egzemplarzy. Znalazły się na niej utwory napisane przez jego ojca, Stanisława. "Celina", "Baranek" - te piosenki słuchane były niemal przez wszystkich.
Wkrótce powstał album "Muj wydafca", za który Kazik dostał nagrodę Fryderyka za najlepsze teksty. Nie odebrał jej. Podobnie postąpił rok później i więcej Fryderyków już mu nie przyznawano.
12 groszy
Na ostatnich swoich płytach (m.in. "12 groszy") znalazły się utwory skomponowane przy użyciu technik komputerowych. Taką ewolucję przeszedł: od zbuntowanego punka do komputerowych sampli.
Dla tego też ma uzasadnienie. "Systemowe": - Buntowanie się nie ma sensu. Bo bunt jest częścią tego systemu - powiedział w wywiadzie. - Nie czuję ideowej więzi z pojęciami naród, państwo. W utworze "Czekając na królestwo Jahwe" Kazik śpiewał:
"Po pierwsze, najlepszy król to żaden król,/ Po drugie, najlepszy rząd to żaden rząd,/ Po trzecie, najlepszy pan to żaden pan,/ Najgorszy czas to ostatni czas".
"System"... Z systemu pochodzi Grzegorz Tuderek. - Kazik jest apolityczny i nie będzie występował na imprezach związanych z kampanią wyborczą - tłumaczył "menado" Wieteska odwołanie koncertu, który w Rzeszowie w 1997 r. miał posłużyć w kampanii wyborczej Tuderkowi, kandydatowi postkomunistów do Sejmu.
No, może nie aż tak apolityczny. - Co zamierza zrobić z wyborem Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta? - zapytał Kazika dziennikarz po wyborach '95. - Wybór Kwaśniewskiego uważam za przerażający i dołujący - odpowiedział. - Najbardziej wkur.. jest, że beneficjentami znów będą czerwone pająki.
Prasówka trwa
Kazik w zasadzie nie promuje się. Nie musi. "Poszerza rzeszę wielbicieli o nowe pokolenia fanów, przebijając się na szczyty list przebojów. Tym większy to sukces, że nie komponuje piosenek prostych, o niczym" - napisał recenzent jednej z kolejnych płyt Kazika.
Inny jednak dodał: "Odebrać Kazimierzowi Staszewskiemu gazety - znaczyłoby pozbawić go środków do życia. Prasówka trwa". Krótko mówiąc, Kazik czerpie. Z życia. A przynajmniej tak wygląda.
Witold Dudziński,
Nowiny, 24 października 1999